Historyja adnaho šedeŭru

Ja sustrełasia sa svaim byłym adnakursnikam Michasiom Šuškievičam, kirujučysia pryncypam «lepš pozna, čym nikoli». Pryznajusia, heta akazałasia zusim nie prosta: jon doŭha nie pahadžaŭsia na razmovu, miarkujučy, što dla siońniašniaha čytača jahonaja piersona naŭrad ci ŭjaŭlaje cikavaść: nie znakamitaść ža, navat nie siabra piśmiennickaha sajuza... Nie bačylisia my z samaj studenckaj pary, ale pa hetaj pryrodžanaj zvyšscipłasci lohka paznaju taho samaha Mišu, jaki vyłučaŭsia siarod našych chłopcaŭ-fiłfakaŭcaŭ niehavarkoj strymanaściu i vietłaj, cichmianaj uśmieškaj.

Užo tady adčuvałasia ramantyčnaść jaho natury, i my zdahadvalisia, što jon piša vieršy. Choć tavaryš, jaki časta nasiŭ u rukach tomik Maksima Bahdanoviča, z ułasnymi tvorami sam nikoli nie nasiŭsia, nie naviazvaŭsia z imi ŭsim i kožnamu. I ŭ znakamitaj 58-j aŭdytoryi tahačasnaha univiersiteckaha bijakorpusa, dzie ładzilisia šmatludnyja viečaryny i raspraŭlali kryły dla palotu siońniašnija žyvyja kłasiki Nił Hilevič, Ryhor Baradulin, Hienadź Buraŭkin i šmat chto jašče z budučych śviaciłaŭ, Michasia Šuškieviča nie było čuvać.

— Ni toj paroj, ni paźniej nie ličyŭ i nie liču siabie sapraŭdnym paetam, — usmichajecca Michaś.

— Čamu ž tak?

— Na toje ŭ mianie daŭni prysud...

— Prysud?

— Školny nastaŭnik ruskaj litaratury, jakoha ja vielmi lubiŭ, daviedaŭsia pra maje vieršavanyja opusy i paprasiŭ pakazać zapavietny sšytak. Ja pakazaŭ. Z trapiatańniem čakaŭ prysudu. I atrymaŭ piśmovuju rezalucyju: «Nienužnoje vitanije v obłakach. Poet — eto rupor partijnych idiej». Pomniu, byŭ ašałomleny. Nakont «vitanija» — što ž, toje było praŭda. A voś nakont «rupara»... Viaskovy chłapčuk, ja jašče nie zusim razumieŭ, što heta značyć, ale ćviorda rašyŭ: rupar — heta niešta niepryjemnaje, ja im nizavošta nie budu! I kali ŭžo pisać, to tolki na movie baćkoŭ, pa-biełarusku. Chaj niechta papikaje: «Bač, patryjot znajšoŭsia, navošta tabie taja mova?».

— Akazvajecca, ty ŭmieješ być nie tolki letuciennym, a i ŭpartym...

— Žyćcio zmušaje, jak inakš? Asabliva na vioscy, dzie kožny dzień patrabuje pracy, pracy, nieadstupnaj pracy i nieŭprykmiet vychoŭvaje charaktar. Biełarus spradvieku žyŭ ź ziamli, z chleba. Jon jaje abrablaje, a jana — jaho. Bačyš, jak rušycca heta kreŭnaja, spradviečnaja poviaź, i razumieješ: trahiedyja, vialikaja trahiedyja ŭ našym domie, dy i samoha doma možna pazbavicca...

— Dobra pamiataješ svajo dziacinstva?

— Jašče b. Usie biedavali ŭ tyja paślavajennyja hady, a ŭžo naša siamja... Baćka nie viarnuŭsia z vajny — ad jaho, byłoha kałhasnaha rachunkavoda, zastaŭsia tolki sšytak z roznymi zapisami-padlikami. Nie nadta zrazumiełyja, jany byli darahija mnie tym, što vyviedzieny rodnaj rukoj, dy jašče spres pa-biełarusku!

Maci biłasia jak rybina ab lod z čatyrma małymi dziećmi. My paprostu haładali. Treba było padstaŭlać svajo plačo — ja ž byŭ starejšy. Pajšoŭ prasicca ŭ kałhas choć na jaki zarobak. Mianie pasłali na stajniu, haniać koniej u načnoje. Asvoiŭ vierchavuju jazdu, vučyŭsia razumieć kiemlivych, nadziejnych sialanskich pamočnikaŭ. Adzin, naravisty pryhažun, pomniu, panios mianie adnojčy pa pryvołli (tam, na Słuččynie, la našaj vioski nie było lesu, a ŭsio šyroki prastor — łuhi, pali), až viecier sviścieŭ u vušach i padałosia, što i ŭ jaho, i ŭ mianie — kryły za plačyma. Nie adrazu i zrazumieŭ, što zdaryłasia, kali ja imkliva pierakuliŭsia praz hałavu, palacieŭ uniz i mocna-taki braznuŭsia, pabiŭšy baki. Taksama navuka — nie nadta adryvajsia ad ziamli, nie laci na złom hałavy biez razboru darohi.

— I što, taja navuka zaŭždy vyručała?

— Nie zaŭždy, ale ab tym krychu paźniej. Zaraz ža chaču zhadać jašče adnaho svajho padapiečnaha — konika pa mianušcy Manhoł. Byŭ jon nievialiki, ładny, ale zanadta dzikavaty, nikomu nie davaŭsia. Ja ž da jaho — z łaskaj, ciarplivaściu, dobrym słovam. I my pasiabravali, znajšli ahulnuju «movu». Moža, jakraz heta i byŭ moj sapraŭdny Piehas? Byvaje, cicha pasvicca la mianie, a ja hladžu ŭ zornaje nieba, łunaju ŭ abłokach i nahladziecca nie mahu. U hałavie — mroi, słovy ŭ vieršavanyja radki składvajucca... Ranicaj ža na ŭrokach u škole ŭsio płyło pierad vačyma, ja dobra-taki klavaŭ nosam, a nastaŭniki dzivilisia: što heta dziejecca ź niadaŭnim vydatnikam? A mnie nie było kali raskryć padručniki. Praŭda, čas ad času davaŭ svaje vieršyki ŭ naścienhazietu i atrymaŭ dražniłku «paet».

— Svaju pieršuju «surjoznuju» publikacyju pomniš?

— Jana źviazana z takimi sustrečami, takimi imionami, jakija zabyć niemahčyma. Na piśmiennickim źjeździe (kali nie pamylajusia, byŭ 1954 hod), a my, kupka studentaŭ, nie mahli prapuscić takuju padzieju, mnie vypała paznajomicca z Michasiom Klimkovičam. Jon pahartaŭ moj sšytak i pieradaŭ jaho Piatru Hlebku — maŭlaŭ, pahladzi, małady aŭtar padaje nadzieju. Toj i staŭ maim pieršym recenzientam i daradcam, rekamiendavaŭ nakiravacca ŭ časopis «Maładość». Ja doŭha nie moh rašycca, dy fakulteckija chłopcy, jakija ŭžo viedali tudy darohu, siłkom mianie zaciahnuli. I ja tam pabačyŭ, pierastupiŭšy paroh, jašče davoli maładych, a ŭžo znakamitych Pimiena Pančanku, Janku Bryla — budučych narodnych piśmiennikaŭ...

— A što za publikacyja była?

— Ivan Antonavič zapyniŭsia na maim vieršy «Lany-lanočki» i kaža: «Dyk heta pieśnia atrymałasia, tolki muzyki nie chapaje». — «Na žal, muzyku nie pišu», — sumieŭsia ja i chacieŭ razvitvacca. A jon zatrymaŭ mianie, ščyra ŭsmichnuŭsia: «Dy nie biaduj, chłopča, kampazitara tabie znojdziem». I praŭda — vierš byŭ nadrukavany pobač z notami słynnaha Ivana Kuźniacova. Pieśnia zahučała sa sceny i na radyjo. Potym byli jašče piesni — «Ziamla maja zialonaja», «Pomni, druža lubimy» — vieršavany list da siabra, ź jakim ja paznajomiŭsia na calinie. Darečy, jaho zaŭvažyŭ Juryj Siemianiaka, toje była naša pieršaja ahulnaja praca, adznačanaja potym usiesajuznaj premijaj.

— Zdajecca, dabralisia da hałoŭnaha — tvajoj piesni, što stałasia muzyčnaj vizitoŭkaj słavutych «Pieśniaroŭ». Raskažaš jaje historyju?

— Historyja zusim prostaja, zvyčajnaja: spatkaŭ dziaŭčynu — rodnasnuju dušu. Jana lubiła paeziju, muzyku, zachaplałasia, jak i ja, pieśniami Iva Mantana i śpiavała ich bieź pierakładu, pa-francuzsku, bo viedała niekalki zamiežnych moŭ. Nam vypała ŭsiaho niekalki sustreč. Adnojčy my doŭha błukali pa vulicach horada, havaryli ab usim na śviecie. Była jakraz kupalskaja noč i ŭžo brałasia na svitanak, kali ja pravodziŭ dziaŭčynu da viesničak jaje domu na tady cichaj Łodačnaj vulicy pa-nad Svisłačču... Viarnuŭsia da siabie — śviatło ŭklučać užo nie treba było. Sieŭ da stała i biez «pałožanych» tvorčych pakut i pošukaŭ ruka niby sama saboju vyvieła pieršy radok «Letniaja nočka kupalnaja...» Praź jakuju hadzinu vierš byŭ zakončany.

— Peŭna, šedeŭry tak i naradžajucca — na chvali dušeŭnaha azareńnia. Što ž było potym?

— Praz paru dzion pazvaniŭ Juryju Uładzimiraviču Siemianiaku, naprasiŭsia na sustreču. Pryjšoŭ — ačomaŭsia, znijakavieŭ: turbuju vialikaha tvorcu svaim načnym tryźnieńniem? Chacieŭ schavać listok, a kampazitar vychapiŭ jaho ŭ mianie, prabieh vyčyma — i raspłyŭsia ŭ šyrokaj uśmiešcy. «Pačakaj, ja zaraz!» — i šparka, ledź nie podbieham skiravaŭsia da rajala, palcy pabiehli pa kłavišach. «Čuješ, čuješ, što vychodzić!» — až śviaciŭsia muzykant. Ale tolki tady ja pavieryŭ, što niešta atrymałasia, kali pieśniu ŭziali «na ŭzbrajeńnie» «Pieśniary» i jana palacieła pa absiahach byłoha Sajuza.

— Jak ža pryniała pieśniu taja, kamu jana była pryśviečana?

— Ab tym navat nie paśpieła daviedacca. Moža, nie viedaje i ciapier. Niejak imkliva vyjšła zamuž i źjechała kudyści daloka. A mnie pakinuła zorny mih. Dziakuj joj.

Pryncypy

— Miša, prabač, ale zdajecca, što tvaja zvyšscipłaść časam nu prosta vychodzić ź bierahoŭ...

— Kali ŭ spravu ŭmiešvajecca sam los, ja nie piareču i zdymaju pierad im kapialuš. Kali ž vybar treba rabić samomu — to tut užo nie adstupajusia ad svaich pierakanańniaŭ, pryncypaŭ. Byvaje, davodzicca pry hetym braznucca z kania vobziem. Heta ja ŭmieju. I padymacca — taksama.

— Naprykład?

— Nu choć by maja niaspraŭdžanaja kandydackaja dysiertacyja ab narodnych pracoŭnych pieśniach. Z zachapleńniem zbiraŭ materyjał — heta takoje bahaćcie, adšlifavanaje viakami. Kali ž moj impet pasprabavali paviarnuć u kalainu «ščaslivaha kałhasnaha žyćcia», ja prosta pakinuŭ aspiranturu...

Tolki tym, što cikavić i pryciahvaje, zajmaŭsia i nadalej. Šmat dała, u płanie ŭzroščvańnia ŭ sabie biełaruskasci, viedaŭ pa našaj historyi, kultury, mastactvie, praca ŭ Biełaruskaj encykłapiedyi i na kinastudyi «Letapis», choć časy dla stanaŭleńnia nacyjanalnaj śviadomasci byli nieprydatnyja.

— Kali nie pamylajusia, ty ŭvieś čas, paśladoŭna i niaŭchilna, razmaŭlaješ pa-biełarusku, što ŭ siońniašniaj antybiełaruskaj situacyi — užo ŭčynak.

— I dumaju, i razmaŭlaju, i pišu z samaha malenstva i pa siońniašni dzień. I lekcyi va univiersitecie (a ich, za nievialikim vyklučeńniem śpiecdyscyplin, čytali i zaraz čytajuć pa-rusku) ja zanatoŭvaŭ, sinchronna pierakładajučy na svaju movu. Kali my, biełarusy, nie budziem trymacca jaje, to chto ž tady? Tak i buduć iłhać, što ŭ Biełarusi niama ničoha svajho — ni karysnych vykapniaŭ, ni słavutych hierojaŭ, ni žyvoha, śpieŭnaha, mo najpryhažejšaha ŭ śviecie słova.

My sami nie viedajem i nie cenim ułasnych skarbaŭ. A jany ŭ kałhasnaj viosačcy, miastečku, dalokim ci bližnim kutočku biełaruskaha kraju. Uziać choć by maju rodnuju Słuččynu, jakaja spradvieku była nieprystupnaj dla voraha. Horad trojčy brali, dy nie ŭziali tatarskija ordy, nie pa zubach akazaŭsia jon i połčyščam maskoŭskaha cara Alaksieja Michajłaviča, što ahniom i miačom spustašali, vypalvali našu ziamlu... Tut rabili vialikija spravy dabradziejnyja i mužnyja ziemlaki. U druhoj paśla Niasviža stalicy radziviłaŭskich uładańniaŭ była pieršaja ŭ Vialikim kniastvie Litoŭskim himnazija, dziejničaŭ teatr, baletnaja škoła, tkalisia apietyja Bahdanovičam dzivosnyja pajasy. Tut, užo ŭ 1920 hodzie, pałychnuła pachodnia Słuckaha Zbrojnaha čynu... Ciapier ab tym toje-sioje možna daviedacca, a dla mianie, navat paśla atrymańnia univiersiteckaha dypłoma, usio heta zastavałasia za siamiu piačatkami. Pakul nie zahłybiŭsia ŭ pieršakrynicy...

— Nie raskažaš, čamu razvitaŭsia z kinošnaj «jeparchijaj»?

— Byŭ redaktaram u scenarnym adździele, mnie padabałasia pracavać z materyjałam dla dakumientalnych stužak. Ale adnojčy — zahad: terminova «arhanizavać» sieryju scenaryjaŭ pad modny tady partyjny klič «Dievuški, na traktor!». Ja ščyra vykazaŭ mierkavańnie, što łozunh — niežyćciovy. Ci mnie, viaskovamu čałavieku, nie viedać: traktar — nie žanočaja sprava, asobnyja hieraičnyja vyklučenni nie ŭ lik. Stali naciskać, ja kažu načalniku: «A svaju žonku, dačku vy na traktar pasadzili b? Ja svaju — nie!» Samo saboju, reakcyja była imhniennaj. Maŭlaŭ, chutka budzie pieraatestacyja kadraŭ, dyk vy (ja, značyć) jaje naŭrad ci projdziecie... Pieraprašać-kłaniacca nie staŭ, spadziavacca na razumieńnie padčas ideałahičnaj ekziekucyi — taksama.

— A što za historyja zdaryłasia na telebačanni, jakoje ty taksama musiŭ pakinuć?

— O, toj historyi na ŭsio žyćcio ŭdziačny, bo jana źviała mianie i navat zbliziła (tut užo možna vinavacić mianie ŭ niascipłasci) ź niezvyčajnym čałaviekam u šerahu najcikaviejšych asob, jakich paščasciła źviedać. Kažu pra cudoŭnaha piśmiennika i advažnaha rycara Praŭdy Alesia Adamoviča. Jon, moža, jak mała chto jašče, mysliŭ hłabalna i hłyboka, z publicystyčnym napałam vykazvaŭ dumki ab samych vostrych, samych nadzionnych prablemach sučasnasci. Užo išła harbačoŭskaja pierabudova, ale... za šyrmaj hučnaj, uźniosłaj rytoryki pa sutnasci mała što mianiałasia. U Biełarusi dyk asabliva — trapna achrysciŭ jaje «Vandejaj», zapaviednikam staroj kamunistyčnaj sistemy Aleś Adamovič. Jak i raniej, jon byŭ u apale, jaho vyhaniali to z Minska ŭ Maskvu, to z Maskvy ŭ Minsk. Nie supyniałasia masiravanaje ckavańnie tvorcy-zmahara reakcyjnymi, pradažnymi słužkami ŭsio jašče staroha režymu. Jamu prylapili ledź nie kryminalnuju pa tym časie mianušku «pacyfist» (što ŭ pierakładzie na movu 1937 hoda hučała jak «vorah naroda»). Razam z Vasilom Bykavym, prystasoŭvajučysia da tahačasnaj ideałahičnaj terminałohii, klajmili ŭ opusach kštałtu «Piena na vołnie pieriestrojki» i h.d. A kab dać słova ŭ adkaz — dyk ni-ni!

— I ty, niahledziay ni na što, advažyŭsia zaprasić Alesia Michajłaviča ŭ efir?

— Jon niečakana pahadziŭsia, dadaŭšy: «Tolki dumaju, što maju balučuju temu nichto nie prapuscić».

Jak zaraz baču: u telestudyi «Lira», dzie išoŭ zapis i jakaja nie raz prymała znanych dziejačaŭ litaratury i mastactva, sabrałasia šmat supracoŭnikaŭ: toje, što havaryŭ piśmiennik, było śmiełaje, novaje, nikoli raniej nie čutaje.

My z režysioram Uładzimiram Zabiełam adźniali vialiki, nadzvyčaj nasyčany materyjał. A kiraŭnictva za hałavu schapiłasia: «Biezobrazije, eto žie vrazriez s hienieralnoj linijej KPSS! Počiemu uzdu na nieho nie nabrosili?» U CK — skandał, pahroza sankcyj. Potym ŭkazanni: «opustiť», «sokratiť», «vybrosiť», «vyriezať». Dy ŭsio — samaje istotnaje! Kab uratavać kaštoŭnuju prahramu, my z kalehami pajšli na chitraść: zhodna kivali hałovami, a sami skaracili tolki toje, što niejak paddavałasia skaračeńniu. U vyniku znoŭ skandał, hatovy materyjał kinuli na palicu, a mnie zahadali napisać zajavu «pa ŭłasnym žadanni», kali nie chaču farmuloŭki «prafniepryhodnaść»...

Na pracu mianie nidzie nie brali, a ŭ siam'i było dvoje małych. Tolki ja ni ab čym nie škadavaŭ i nie škaduju — rabiŭ, jak sumleńnie padkazvała.

Narešcie ŭładkavaŭsia vartaŭnikom. Adnojčy čuju vystup Harbačova, i — o, dziva! — u im ahučvajucca idei Alesia Adamoviča (jak potym daviedaŭsia, jon zdoleŭ dastukacca da hiensieka). I pa biełaruskim teleku pakazali našu «kramolnuju» prahramu! Navat zaprašali viarnucca. Ale ŭ adnu i tuju ž raku dvojčy nie stupiš.

— Dy raka biažyć, adny kaštoŭnasci źmianiajucca druhimi. Što dla ciabie niaźmienna darahoje?

— Siamja, jakoj žyvu, jakuju lublu. Mnie paščasciła na dobruju, razumnuju žonku, cudoŭnych dačok, miłuju ŭnučačku, ź jakoj ni na mih by nie razłučaŭsia. Adoranaje dzicia, z fantazijaj, čułym sercam. Lubić knižki, vučycca muzycy. Chaj jaje vočy ŭbačać na javie tuju maru, jakuju my, starejšyja, tak i nie zdoleli ŭvasobić u žyćcio — ubačać volnuju, biełaruskuju Biełaruś.

— I apošniaje. Zaraz što-niebudź pišaš?

— Redka, navat listki z napisanym raskidvaju dzie papała. Nidzie nie drukujusia, nikoli nie padavaŭ zajavy ŭ piśmiennicki Sajuz. Razumieju, tak ciapier nie pišuć, a pierajnačvać siabie pozna. Voś sabraŭ niekalki vieršaŭ roznych hod, pačynajučy z «Ty mnie viasnoju prysniłasia», dy naŭrad ci kamu zaraz heta cikava.

— Znoŭ ty ŭ svaim repiertuary. A pa-mojmu, prostaje i ščyraje paetyčnaje słova ad narodnaj piesiennaj tradycyi kali i nie ŭ modzie, dyk — nad joju. I značyć, na ŭsie husty i časy! Ale pahladzim, jak usprymie hetyja vieršy čytač. Moža, i dobry kampazitar začepicca vokam? Jany ž, zdajecca, sami prosiacca na muzyku...

* * *

Michaś ŠUŠKIEVIČ

Ty mnie viasnoju prysniłasia

Letniaja nočka kupalnaja

Jasnaj rastajała zničkaju.

Padajuć zory svitalnyja

Ŭ čystyja vody kryničnyja.

Oj ty, dziaŭčynačka miłaja,

Jak ža ty śviet upryhožyła.

Łastaŭka ty lohkakryłaja,

Śvietły moj son rastryvožyła.

Ty mnie viasnoju prysniłasia

Nierazhadanymi čarami.

Serca paryŭna zabiłasia

Volnymi kryłami-marami.

Peŭna, ciabie, nienahladnaja,

Streŭ ja časinaj udałaju.

Ty — maja dola spahadnaja,

I nie škaduju nimała ja.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?