NIETRY

Zdaroŭ, ziamlak! Dy nu, kiń durnoje, vyłaź z kuta! Zašyŭsia jak sabaka pabity… Katavać ciabie ŭžo niama patreby, a rasstrelvać zaŭtra buduć, ja nie pa toje pryjšoŭ. Davaj-davaj, śmialej. Chočacca i mnie z kim kulturnym pabałakać, adpačyć ad hetych nieandertalcaŭ.

Dy nie, ty što, ja narmalovy pacan. Nu, dakładniej, byŭ niekali, dy i zastaŭsia. Ty nie hladzi, što žyvu ŭ lesie z hetymi ablezłymi partyzanami, ja ž niekali ŭnivier skončyŭ. Aha, skončyŭ, amal z čyrvonym dypłomam, a mianie zapchnuli ŭ vašyvuju viosku siarod dryhvy vučyć tuzin dzietak, jakim heta navuka nafih nie patrebnaja…

Nu dobra, dosyć pra mianie, a ty što za ptach? Hrybnik? A, žuravinaŭ zakarcieła pašukać u našych bałotach? Tak, znajomaja historyja, i mnie niekali taksama zakarcieła… A mo ty i sapraŭdy fašyscki špijon? Nu-nu, žartuju. Heta ja žartuju, a jany…

Što z taboj budzie? Dy što zvyčajna. Rasstralajuć. Nu, jany heta tak nazyvajuć. Nasamreč patrony tut vielmi bierahuć — jany ŭžo amal siemdziesiat hadoŭ nie mieli dapamohi ź Vialikaj Ziamli, dy i trafiejnych daŭno niama — adkul jany ŭ hrybnikoŭ? Rasstreł — heta kali vas zaviaduć na kapišča Stalina (bačyŭ, za toj ziamlankaj, dzie vas sudzili?), pakładuć hałavoj na pień i ciuknuć siakieraju. I ŭsia sprava. Klim — chłapiec zdarovy, z adnaho ŭdaru adździalaje dušu ad cieła. Kažuć, raniej viešali na drevie, na hrudzi — šyldu: «Ja pradaŭsia hidry impieryjalizmu, fašyzmu, trackizmu, zajmaŭsia špijanažam, dyviersijami i sabatažam suprać savieckaj ułady». Niešta takoha kštałtu. Ale dreva toje pavaliła buraju, dyk pačali hałovy siačy. Voś heta šou dyk šou — niačasta tut možna pazabaŭlacca, niama ž u lesie teleka z trylerami.

Tak, vas usich razam, i dzieŭku vašu, jak jaje… Marynu taksama. Nu čamu adrazu nieludzi? Sama vinavataja. Jana dzieŭka vidnaja, usio pry joj, i mordačka simpatyčnaja. Našto ž tavaryša kamisara treba było ŭ tvar bić, dy jašče i pa inšych dalikatnych miescach? Nu, dała b jamu, što jon chacieŭ, karona nie zvaliłasia b, zatoje pražyła b jašče hod-druhi, a mo i bolš.

Što? Dapamahčy? Fašysckim špijonam? Kab ja, saviecki partyzan, narodny mściviec… Dy nikoli!

Čaho nadźmuŭsia jak myš na krupy? Dy ty nie pieražyvaj. Usio roŭna niekali treba pamirać. Usie ciapier jak pamirajuć? Šera i biazdarna. Nu, rak źjeść ci jašče jakaja chalera, nu, na mašynie razabješsia, a jak pašancuje — na samalocie, tady choć u navinach skažuć. A tabie taki šaniec vypaŭ! U najlepšych tradycyjach Halivuda! Ci, na krajniak, «Biełaruśfilma». Ty tolki zirni zboku! Partyzanski atrad, jaki niejkim cudam pratrymaŭsia ŭ paleskich puščach i bałotach z samaj vajny, pałon, ty im ni słova nie skazaŭ, niahledziačy na ŭsie katavańni, — i ciabie zabivajuć. A ty horda idzieš na śmierć, naśvistvajučy «Chorst Viesel» i ŭ apošni momant kryčyš: «Chajl Hitler! Dojčland ubier ales!» ci jašče što pafasnaje. Pryhoža, ha? Jak u kino!

Tak, sapraŭdy, heta partyzanski atrad. Imia Iosifa Visaryjonaviča Stalina, Vialikaha Pravadyra, Baćki ŭsich narodaŭ, Karyfieja ŭsich navuk, bła-bła-bła, ty viedaješ. Utvorany 23 traŭnia 1942 hoda. Nie, dzietka, heta nie kančatkova źjechaŭšyja rekanstruktary, usio pa-sapraŭdnamu. Kaniečnie, tut vieteranaŭ nie zastałosia, heta ŭžo treciaje pakaleńnie narodnych mściŭcaŭ. A jany ŭsio mściać. Nie, ščyra kažučy, jany ŭvieś čas siadziać u dryhvie i bolš dumajuć pra prakorm, čym pra bajavyja dziejańni. Ale, na žal dla ciabie, jašče toje-sioje pomniać. Tavaryš kamisar nie dazvalaje zabycca. Jon u ich jak žrec: dahladaje kapišča Stalina, kapišča Palitbiuro, Leninski Kutok, adpraŭlaje rytuały — śviaty, pachavańni, viančańni, chreśbiny, a hałoŭnaje — uvieś čas usim pramyvaje mazhi, ad kamandzira da niemaŭlatak. Maŭlaŭ,«sacyjalistyčnaja Ajčyna ŭ niebiaśpiecy!», «my ŭ vohniennym kalcy!», «usio dla pieramohi!» dy inšaja takaja muć. Tamu i žyvuć tut usie takija napružanyja, čakajuć, što zaraz vorah navalicca, molacca Stalinu i Leninu, kab abnios. Užo hadoŭ siemdziesiat, jak abnosiać. Ale pilnaść pierš za ŭsio. Voś i łoviać fašysckich ahientaŭ, jak pryšłych, tak i svaich.

Skažaš jašče, kaniečnie, nie viedajuć, što vajna skončyłasia, a to stali b jany siadzieć tut u ziamlankach. Adkul ža im daznacca — ź lesu nichto nie vychodzić. Usie naviny zvonku — zvodki Infarmbiuro, jakija sačyniaje kamisar. A jon, skažu tabie, toj jašče pisaka, prosta Sajuz piśmieńnikaŭ u adnoj furažcy. U apošniaj zvodcy — pra pośpiechi Čyrvonaj Armii na Jamalskim froncie i hieraičny podźvih radavoha Čukčyna, jaki nakiravaŭ svaju pałajučuju sabačuju zaprežku ŭ kałonu varožaj techniki. Čytać tut umiejuć słabavata, tak što ja hałoŭny čytač i haračy prychilnik kamisarskich šedeŭraŭ… Pazaŭčora na sudzie tvoj hety siabruk usio kryčaŭ «Vajna skončanaja! My pieramahli! Vas padmanvajuć!». Dy chto pavieryć fašysckamu špijonu?

Byŭ adzin vypadak hadoŭ piać tamu. Adzin chłopiec pajšoŭ na palavańnie, zabłukaŭ u lesie i, vidać, vyjšaŭ da niejkaj vioski. Jamu b, durniu, tam i zastacca, a jon chutčej kinuŭsia nazad, iznoŭ zabłukaŭ, tydzień ŭ bałocie kareńniem charčavaŭsia. Prylataje ŭ łahier, brudny, abadrany, ščaślivy, z krykam: «Ura! Pieramoha!». Ale kamisar chucieńka jaho zhrob — i ŭ svaju ziamlanku. Nazaŭtra, paśla zadušeŭnaj načnoj razmovy z udziełam kamisara i Klima, niebaraka pryznaŭsia i ŭ zdradzie, i ŭ fašysckaj viarboŭcy dy jašče paprasiŭ samaha žorstkaha pakarańnia. U jakim jamu, kaniečnie, nie admovili.

Ale jość tut adzin, što ŭsio viedaje. Tavaryš kamisar. U jaho mazhoŭ bolš, čym va ŭsiaho atrada razam. Skažu tabie pa sakrecie (a vy, žmuryki, ich bierahčy ŭmiejecie), u jaho ŭ ziamlancy ŭ skryni ad patronaŭ jość maleńki radyjopryjomnik, paru numaroŭ «Playboy» i jašče toje-siejo z maleńkich radaściaŭ cyvilizacyi. Dumaješ, čaho mianie tut pakinuli? Paškadavali špijona, jaki ad usiaho serca raskajaŭsia? Kamisaru byŭ patrebien pravadnik dla jaho vyłazak u narmalny śviet. Lubić had pašykavać. Bačyŭ by ty, jak jaho kałocić, kali da sielmaha darviecca! Ažno davicca jakimi «Śnikiersami» z «koka-kołaj»! Jak na bab dy dzievak viaskovych pialicca! A što, sytyja, zdarovyja, časam navat prystojna apranutyja dy nafarbavanyja — dzie takoje ŭ lesie pabačyš. A raz niejak ja jaho zvaziŭ u rajcentr. Vo była kamiedyja! Ja dumaŭ, takoje tolki ŭ filmach pra padarožžy ŭ časie byvaje. A što ty chočaš, jon ža ŭ hetym chalernym lesie naradziŭsia i vyras. I baćka jaho z maci. Jak i ŭsie astatnija.

A ja daznaŭsia, jak tak atrymałasia, što hety atrad usio jašče zmahajecca z hitleraŭcami. Što, cikava? Pra heta tut nichto nie kaža, nichto nie pomnić, mo navat sam kamisar vielmi ćmiana ŭjaŭlaje. Dla hetych partyzan takoje žyćcio — norma. Adzinaja mahčymaja ŭ ich śviecie. Inšaha jany prosta nie viedajuć. A ja daznaŭsia. Paraspytaŭ, padumaŭ, raźniuchaŭ… Atrymałasia voś što. Viasnoju 1943 hoda ŭ hety les była zakinutaja hrupa instruktaraŭ z NKVD. Jany stvaryli ź miascovych žycharoŭ partyzanski atrad. Heta było niaciažka, bo niemcy ŭžo pakazalisia va ŭsioj krasie, dy jašče pačali karnyja akcyi. U atrad źbiahalisia sialanie sa spalenych viosak. Ujavi, jakija ź ich vajaki: napałochanyja, časta chvoryja, tamu partyzanam było nie da bajoŭ. A tut jašče ich karniki abłažyli, dy nie palicai jakija, a kadravyja častki, mo navat i SS. Voś našy partyzany i pačali adychodzić usio hłybiej i hłybiej u pušču i dryhvu, až pakul niemcam nie nadakučyła za imi hnacca praz hetaje kamarynaje carstva. I tut treba ž było kamisaru atrada niejak daznacca, što ŭ rodnym NKVD na jaho spravu šyjuć. Čym jon praštrafiŭsia, dzie i kali — nie viedaju, ćmianaja historyja, ale tady dla rasstrełu šmat nie treba było. I voś hety kamisar vynachodzić hienijalny płan. Nie viedaju, jak u jaho atrymałasia, ale jon abryvaje ŭsie suviazi z vonkavym śvietam. Dumaju, pierapałochanym kałhaśnikam nie nadta i karcieła leźci ŭ piekła, jany tolki radyja byli adsiedziecca ŭ nieprachodnych huščarach. Takim čynam, toj chitry kamisar zamiest rasstrełu atrymaŭ absalutnuju ŭładu ŭ hetym zhublenym suśvieciku.

Tak i zasieli jany ŭ hetych huščarach. Nie viedaju, ci daznaŭsia toj kamisar pra pieramohu… Vidać, daznaŭsia, ale ni z kim hetym nie padzialiŭsia — usio ž volnaje paleskaje bałota lepšaje za łahiernuju mahadanskuju tajhu. A tym časam tut žyćcio naładziłasia, dzieci pajšli. Staryja pamirali, a maładyja ŭžo i nie pamiatali inšaha žyćcia. Tak, niejkija padańni zastalisia. I saviecki ahitprap u ich drymučych pahanskich hałovach tak pierapłaviŭsia, až žach! Ty ž sam bačyŭ. I zaŭtra jašče pabačyš… Stary kamisar, jak adčuŭ, što chutka i jaho čas pajści da Marksa i Enhielsa, pieradaŭ svoj sakret synu, baćku našaha. Toj jaho dobra źbiaroh. I jahony synok bieraže.

Dy i na chaleru im taja pieramoha? Tut u ich pieršabytnaje plemia. Amal što śvietłaja kamunistyčnaja budučynia. Nu, vyjduć jany ź lesu — i što? Što im rabić? U źviaryniec padacca? «A ŭ hetym valjery, dzietki, savieckija partyzany. Nie, jany nie kusajucca. Nie, nie treba ich karmić!» Jany ž da našaha kapitalizmu hatovyja mienš, čym vieterany-partyjcy ŭ dzievianosta pieršym. Dy što kapitalizm — jany ž i ŭ sapraŭdny sarcir schadzić nie zmohuć! A tak usim lepš. I im, i mnie.

Mnie heta našto? Žartuješ? Kim ja byŭ tam — i chto ja tut! Tam mianie drobnyja zasrancy pasyłali matam, a hrošaj chapała chiba na «rołtan» z harbataj… Navat dzieŭki viaskovyja za mianie iści nie chacieli — im haradskich padavaj! I heta za piać hadoŭ univiersiteta i amal čyrvony dypłom! Što b ź mianie atrymałasia? Śpiŭsia b, jak i ŭsie. A tut ja vialiki čałaviek, pravaja ruka kamisara, navat kamandzir atrada, kali vitajecca, šapku zdymaje. Jem niebahata, ale najlepšaje, što jość ŭ atradzie. Usie baby maje, jakuju zachaču. A hałoŭnaje, ja tut ułada: zachaču zabić — zabju, zachaču ŭznaharodzić — uznaharodžu. Nu, paśla kamisara, kaniečnie… Što znoŭ tak hladziš, vočki vyłupiŭ? Z fašysckimi dyviersantami ja nie cyrymoniusia. Nie nadta chočacca raptam da ich dałučycca.

Viedaješ, jak ja ŭsio heta atrymaŭ? Dumaješ, samo ź nieba zvaliłasia? Nie, ja heta zasłužyŭ, navat zavajavaŭ. Jak toj kazaŭ, kryvioju i potam. Raskažu tabie, mo prydasca, jak hałava varyć.

A trapiŭ ja siudy zusim jak ty. Zakarcieła majoj Mašcy ŭ žuraviny… Nie, Maška — heta žonka maja. Tady hod byŭ, jak pažanilisia. Vidać, sapraŭdnaja durnica, raz pajšła za nastaŭnika. Kazała, što kachaje… Usio roŭna durnica. Dyk voś, zakarcieła joj u jahady. Jana ŭžo ciažarnaja była, druhi miesiac, sam viedaješ, kali čaho im zachočacca… A žuraviny ŭ našych miaścinach mielijaratary pavyvodzili. Tamu Kola, brat jaje, nas siudy pavioz. Kaža, šykoŭnyja miaściny! Ja nie amatar pa kupinach skakać, ale jahad stolki było, što i ja zachapiŭsia. Raptam raschinaju niejki chmyźniak, a tam — baradataja morda. I nažom u mianie tyrkaje: «chiendechoch!» Pakul ja uciamlivaŭ što dy jak, druhi mianie zzadu pa kupale dubinaju lasnuŭ.

Ačuchaŭsia ja ŭ niejkaj mokraj nary, pobač žonka i šuryn, źviazanyja, jak i ja. Maška adrazu da mianie: božački, jak ty, što z taboj zrabili… A paśla nas dapytvali. Ty ŭžo sam viedaješ, jaki marazm hety dopyt. I na chaleru jon? Moža, tradycyja takaja. A chutčej kamisaru heta prosta padabajecca. Asabliva katavańni. Što ž ty chočaš — dzicia pryrody…

Dyk voś, ja ž razumnym akazaŭsia. Niezdarma univier kančaŭ. Ja tady niejak chutka zaryjentavaŭsia i pieršym ža dopycie adrazu zajaviŭ, što ŭsio pryznaju, raskajvajusia i hatovy adkupić svaju vinu ščyrym słužeńniem savieckaj uładzie. I asabista darahomu tavaryšu kamisaru. Toj hetaha nie čakaŭ. Pomniu, ažno rot raskryŭ, a paśla tak niaśmieła pierapytaŭ: «Što, i adpiracca nie budzieš? Zusim-zusim?» — «Zusim-zusim», — radasna pahadziŭsia ja. Ja sapsavaŭ adnu jaho hulniu, ale jon prydumaŭ novuju. I maje pasłuhi spatrebilisia savieckaj uładzie.

A što Maška… Ja ž kažu, durnica. I Kola jaje. Ich katavali, jany adpiralisia, ich znoŭ katavali. Nu, i ŭrešcie va ŭsim pryznalisia. Maŭlaŭ, zasłali ich siudy atručvać kałodziežy, hubić bydła i partyjnych rabotnikaŭ i lichtarykami sihnalizavać «junkiersam». Klim tady jašče tolki pačynaŭ karjeru, ale ŭžo bačna było — talent!

Dyk voś, značyć, «rasstreł» hety ichni. Idała Stalina ad imchu abčyścili, kałodu śviežuju pryciahnuli. Usie źbiehlisia, i klikać nie treba. I, značyć, ciahnie Klim Mašku maju. Nu, ciahnie, bo jana ledź kłypała, stupni ž joj taho, małatkom… I palcy. Tvar ažno čorny, i voka adno, pravaje, vyciekła. Jana ŭžo mo i nie razumieła ni chalery. Dyk pra što heta ja? A, Klim, značyć, zhruziŭ jaje na kałodu, vałasy z šyi adkinuŭ, siakieraj pakručvaje… Šoumen, blin, chto jaho tolki vučyŭ… A hetyja ŭsie takija ščaślivyja, ažno radaści poŭnyja štany. Klim navydurniaŭsia, užo zamachvajecca, zaraz siekanie, a tut kamisar. «Stoj!» — kaža i ŭ mianie palcam tykaje: «Raskajaŭsia, značyć? Idzi ty siačy!» Tak što Klimu abłom, a mnie…

«Što-što…», pytaješ jašče. Kab nie pasłuchaŭsia, to tut by nie stajaŭ. Viedaješ, jak u kino ci jak chto ŭmieły siače, to tak prosta vyhladaje, a kali sam… A jana jašče hladzieła. Jana ž ničoha nie razumieła ŭžo, ničoha, ale hladzieła… Ja biŭ, biŭ, biŭ, a jana hladzieła. I jak adsiek, taksama hladzieła.

Słuchaj, ty, razumnik, jakoje nachier kachańnie, jakoje nachier dzicia… Mianie b taksama ź joj… a mo i horš. A Kolu ja z treciaha ŭdaru aprychodavaŭ. Jon heta, kryčaŭ strašna, suka, ale ja ź im chutka…

Tak što jak zaŭtra tabie prapanujuć kančać tvaju babu z tym čuvakom — zhadžajsia, mo i vyžyvieš. Što «nie-nie-nie», ach, jakija my sumleńnieńkija dy čyściutkija… Aniolčyk! Bačyŭ ja vas, aniolčykaŭ… Jak žyć achvota, dyk takoje tvorycie! Tak što baškoju dumaj. Zastaniešsia, dyk choć budzie mnie z kim słovam pierakinucca. Babu tabie novuju znojdziem, mo krychu niamytuju i biez roznych tam manikiuraŭ-piedzikiuraŭ, ale ž nie heta ŭ ich hałoŭnaje. Ech, zažyviem my z taboju, brateła, jak u Marksa za pazuchaj!

Słuchaj, zirni ŭ ščylinu, za ścianoj nikoha niama? Niama? Dakładna? Upeŭnieny? A mo i praŭda, nu ich, henych dzikunoŭ… Valić treba adsiul. Daŭno padumvaju. Siadziš tut, čakaješ, pakul vošy zajaduć ci kamisar nie z toj nahi ŭstanie i addaść mianie Klimu na apieku. Valić nafih! Tam kanapa, televizar, łaźnia, šmotki narmalnyja. Ech, televizar! Jak ža ja sumuju pa im, ni pa čym stolki, jak pa im… Lažaš na kanapu, pultam ščoŭknieš, jon tabie padmirhnie i pakazvaje što chočaš. Zachaču — naviny, zachaču — futboł, zachaču — na film jaki pierakluču, a zachočacca — dyk i parnuchu pa vidziku ŭrublu. Navat rekłama — jak ja sumuju pa rekłamie! Niekali tak złavała, a ciapier choć by vočkam adnym zirnuć…

A nu, zirni jašče raz, ci nie švendajecca tam chto. Nikoha? Što, chočaš dachaty? Słuchaj siudy, uvažliva. Ja mahu ciabie vyvieści z łahieru. Cicha! A jašče ja viedaju, jak prajści da raki. Vakoł dryhva, ale jeść ściažynka. Tam u schovancy — čovien. Na im my z kamisaram płavajem u cyvilizacyju raźviejacca, ja tabie raskazvaŭ. A nu siadź! Ja ŭsio mahu!

A voś heta nie. Tvaich siabroŭ mnie nie vyvieści. Pa-pieršaje, achoŭnik tam nie z maich chłopcaŭ. Pa-druhoje, čovien raźličany tolki na dvaich. Usio, cyc, tut biez varyjantaŭ. Tolki ty i ja. Dyk ty sa mnoj?

Dumaj chutčej! Zaraz pačnuć pračynacca, tut rana ŭstajuć! Mnie što, ciabie praz łahier siarod biełaha dnia vieści? Sumleńnie hryzie? Ci ŭsio ž žyć bolš achvota? Dy jak ža heta ty kinieš svaju kachanuju! Ramea tak by nie zrabiŭ, ha? Dy jašče i siabra kidaješ! Tak robiać tolki drennyja chłopčyki. A siakieraj pa šyi chočaš? Užo ŭjaŭlaŭ sabie, jak hałava adździalajecca ad cieła? Klim padymie, byvała, hałavu za vałasy, a jana vačyma łypaje dy rot raskryvaje… Nu, ty mnie jašče prytomnaść strać, jak jakaja panienka dalikatnaja. Nie chočaš — jak chočaš, ja pajšoŭ…

Uch ty! Cs-s-s! Anu puści nahu! Puści, kamu skazaŭ! I chare skavytać! Dyk, značyć, vališ? I usich kidaješ? I babła mnie za heta adsypleš, jak vybieramsia? Kolki skažu? A kvateru ŭ horadzie kupiš? «Uhu, uhu…» A voś chrena tabie! Chrena! Što, aniolčyk, abłamaŭ ja tvaje krylcy? Što, suka, ty ŭ nas čyścieńki? Žyć chočacca? Tolki chrena tabie! Ty zdochnieš zaŭtra, a ja palubujusia na heta. I budu žyć dalej! I bačyć tolki ružovyja sny!

Nu-nu, usio, padureli i chopić. Lublu ja z vami, žmurykami, pabałakać. Śmiešnyja vy. I ŭsie adnolkavyja. A mnie što? Mnie ž tolki krychu pabavicca. Sam razumieješ, niačasta tut možna pazabaŭlacca, niama ž u lesie teleka. Ładnieńka, mnie jašče da tvajho siabruka schadzić. I da dzieŭki. Cikava, što mnie jana prapanuje za vyzvaleńnie, jak dumaješ? Dy ładna tabie, supakojsia. Rassłablajsia i atrymlivaj zadavalnieńnie. Nu, da ranicy! Pryjemna było pahutaryć. Moža, jašče pabačymsia. Dzie? U piekle, dzie ž jašče…

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?