Moj siabra, čałaviek, ź jakoha ja braŭ prykład u palityčnych pohladach, zaraz naviedvaje chakiej dy «Słavianski bazar». Jak za taki karotki termin tak možna było źmianicca? Apaviadańnie.

Usio pačałosia s taho, što moj siabar Paša pryjšoŭ na pracu ŭ niejkim nadta viasiołym nastroi. Raniej takoha za im nie nazirałasia, asabliva, kali ŭličvać, što adbyłosia heta ŭ paniadziełak. Niby pierad nami źjaviŭsia novy čałaviek.

My — heta piać supracoŭnikaŭ maleńkaha ofisu nievialičkaj firmy. Spačatku Pašava viesiałość nas zaniepakoiła, ale, kali jon vyciahnuŭ z sumki butelku šampanskaha ŭsio prajaśniłasia — Dzień naradžeńnia, 25 hod čałavieku spoŭniłasia, navat naviutki pašpart atrymaŭ.

Paśla pracoŭnaha dnia my raśpili tuju butelku, pavinšavali imianińnika, dziaŭčaty navat pacałavali Pašu ŭ ščočki j viasiołyja paciahnulisia kožny ŭ svoj bok.

Uvieś tydzień Paša žartavaŭ, rabiŭ dziaŭčatam kamplimienty, paśmichaŭsia, uvohule byŭ sam na siabie nie padobny. Što ž zdaryłasia z čałaviekam? Heta kaniešnie dobra, što ŭ jaho pačało naładžvacca žyćcio, bo chłopcu, miakka skazać, — nie šancavała. Jašče ŭ studenckija hady, za ŭdzieł u apazicyjnym mitynhu Pašu vyklučali z univiersitetu, potym nie chacieli brać na pracu, chacia hałava ŭ jaho pracavała jak treba. Paśla i ŭvohule pasadzili na paŭhoda nieviadoma čamu, a jahonaja dziaŭčyna tym časam kinuła jaho.

Ciapier, narešcie, pajšła biełaja pałasa: Paša staŭ hałoŭnym mieniedžeram u firmie svajho siabra. Niaŭžo pośpiechi źmianiajuć charaktar? Paśla tydnia nazirańniaŭ ja vyrašyŭ razabracca ŭ čym sprava:

— Ty, baču, až śviecišsia ŭvieś. Moža, jakoj dziaŭčynie spatkańnie pryznačyŭ? A, kažy!

— Nie, jakaja dziaŭčyna?! Svaju nijak zabyć nie mahu.

— A čaho taki viasioły?

— Dyk žyć dobra! Ty moža hetaha nie zaŭvažaješ, a ja baču — nieba, sonca, viasiołka paśla daždžu, ptušački piajuć, kraina raźvivajecca…

Paśla apošniaj frazy ŭ mianie ŭźnikli dva varyjanty: albo jon prydurvajecca, albo źjechaŭ z hłuzdu. Apošniaje zdavałasia bolš vierahodnym. Vyrašyŭ pravieryć.

— A zaraz nijakija mitynhi apazicyjnyja nie prachodziać?

— Chto ich znaje! Kinuŭ ja hetaje hłupstva. Naša ž ułada usio pravilna robić, ja voś učora pa BT hladzieŭ…

Maja ruka aŭtamatyčna paciahnułasia da telefonnaj słuchaŭki. Ale šef, haspadar našaj firmy, vučyŭ nas nie źviazvacca ź dziaržaŭnymi soužbami. Navat z pažarnymi. «Kali pačnie hareć, — kazaŭ jon, — tušycie sami. Bo, kali pryjedzie pažarka, takoha nam tut natušyć, što vy biez pracy zastanieciesia, a ja ŭvohule biez štanoŭ». M ja vyrašyŭ zharnuć razmovu:

-Moža i pravilna…

Jakraz skončyŭsia słužbovy čas i ja, schapiŭšy patrebnyja papiery, źbieh z ofisu. Uśled nieślisia abryŭki Pašavych replik: «Čavies…bulba…pakažam jak treba…baćka…»

Finita la kamiedyja, darujcie mnie moj francuzski. Moj siabra, čałaviek, ź jakoha ja braŭ prykład u palityčnych pohladach, zaraz naviedvaje chakiej dy «Słavianski bazar». Jak za taki karotki termin tak možna było źmianicca? Niaŭžo jamu pahražali? Ci, jašče horš, zahipnatyzavali?

Ja pajšoŭ suprać svajho sumleńnia i pačaŭ ciškom za im nazirać. Naziraŭ dva tydni. Usio ŭ žyćci Pašy było zvyčajna: rabota, dom, zredku piva ź siabrami, adnojčy naviedaŭ dyskateku — nijakich tajamničych sustreč.

Paša z kožnym dniom raśćvitaŭ usio bolej, a sa mnoj adbyvałasia procilehłaja transfarmacyja. Ja pačaŭ mienš razmaŭlać z kalehami, jak maha chutčej źbiahaŭ damoŭ. Była navat dumka zvolnicca, ale dobraja zarpłata dy pracent biespracoŭnych u krainie strymali. Ja čas ad času rabiŭ sproby znajści pryčyny, vypytać pra ich u samaho Pašy. Ale jon i słuchać nie chacieŭ pra svaju byłuju dziejnaść. «Heta była pamyłka maładości…» — adkazvaŭ jon zaŭždy. I ŭsio, bolš ni słova.

Užo i astatnija supracoŭniki majho ofisa, jakija raniej nie vyłučalisia palityčnaj aktyŭnaściu, pačali ŭsio čaściej zavodzić razmovy pra biełaruski kurs, pra dobraha prezidenta, navat adnojčy pryciahnuli maleńki televizar i družna kryčali ad radaści, kali prezident vyjhraŭ niejkija spartovyja spabornictvy… Dumka, što śviet źlacieŭ z katušak usio čaściej prychodziła ŭ maju ŭžo zusim nie jasnuju hałavu. Dni zrabilisia šeryja, tydni zdavlisia adnolkavymi, kolki tak minuła času — dakładna nie viedaju.

— Nu što: voś i tabie skora pa novy pašpart iści! — skazali mnie adnojčy kalehi.

Mianie jak tokam udaryła: sapraŭdy, heta ž mnie ŭžo dvaccać piać hadoŭ!

— Nu voś, nahoda budzie vypić, — adkazaŭ ja nie vielmi pryjemnym tonam. Ale patrapiŭ u samuju kropku: tvary supracoŭnikaŭ stali jašče viesialejšymi.

Zdajecca, heta dobra, kali kalektyŭ družny, kali ŭsie ŭvieś čas paśmichajucca. Kudy źnikajuć sapraŭdnyja čałaviečyja adnosiny? Nielha žyć biez sprečak, nie moža kožny padabacca kožnamu. Čuli b vy ich razmovy. Božački! Ja navat vypusk navinaŭ dziaržteleradyjokampanii adnoho razu śpiecyjalna prahladzieŭ. Nazaŭtra sprečka na pracy była tolki pa pytańni, ci pryhožuju koftu apranuła kanclerka Niamieččyny na jakimści tam samicie. I ŭsio — bolš anijakich sprečnych momantaŭ! Ja ŭžo navat nie razmaŭlaŭ ź imi aproč «dobry dzień» j «da zaŭtra». Adnosiny ścisnulisia da vietlivaści.

Ale samaje cikavaje zdaryłasia praź niekalki dzion paśla taho, jak mnie spoŭniłasia dvaccać piać. Z ranicy raptam zachaciełasia pahladzieć jaki-niebudź dziaržaŭny telekanał, ci pačytać «SB». Namahańniem voli uziaŭ mabilny telefon, nabraŭ numar staroha znajomaha.

— Viedaješ, niešta nievierahodnaje sa mnoj robicca… Mianie ŭsio zadavalniaje. I vielmi chočacca ŭklučyć televizar, na niejki naš kanał, mianie ździŭlaje rost našaha VVP!

— Chm… kolki tabie hadoŭ?

— Dvaccać piać, try dni jak spoŭniłasia…

— A, dyk heta novy pašpart na ciabie tak uździejničaje.

— Što?!

— Usio prosta: u novym pašparcie jaki ty atrymaŭ, jość śpiecyjalny čyp. Jon upłyvaje na uładalnika, zambiruje. Ja ŭsich našych papiaredziŭ, a pra ciabie, prabač, zabyŭsia…

Ja pajšoŭ u prybiralniu, parvaŭ svoj pašpart, i zmyŭ jaho ŭ kanalizacyju. Adrazu ž palahčeła.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?