Ranica, aŭtobus na Vilniu. Śpieradu sadzicca para. Dziaŭčyna padobnaja da bułhakaŭskaj Marharyty, adno što vałasy ŭ jaje pafarbavanyja ŭ błond. Mužčyna – łysavaty, zuchavaty, krychu niervovy, chutčej nahadvaje Poncija Piłata, čym Majstra. Jany — zakachanyja. Jany pieściać adno adnaho, by kacianiaty. Jany łaščacca tak, što pałova aŭtobusa pačynaje im zajzdrościć. My zaŭsiody zajzdrościm, kali bačym, jak niekaha lubiać, a nas nie.

Fota Nastaśsi Chrałovič

Bus adjazdžaje ad stalicy, bus pahłyblajecca ŭ pachmurnyja paletki Haradzienščyny. Zakachanyja stamlajucca łaščycca. Zakachanyja šukajuć, čym by zaniacca.

Jana rasšpilvaje torbu, i dastaje adtul vakuumny pakunak viandliny, tetrapak soku i vendžanyja biełaviežskija kaŭbaski vytvorčaści Vaŭkavyskaha miasakambinata. Pakunki ŭskryvajucca, chleb razłomvajecca, kardon z sokam pieradajecca z ruk u ruki ślizkimi ad ježy palcami.

Viandlina i kaŭbaski pačynajuć pachnuć. I heta zusim nie duchmiany pach. Śniedać razam z zakachanymi mižvoli pačynaje ŭvieś aŭtobus.

Para mianiajecca. Jany žujuć i kryšać. Jany sapuć. Jany chlupajuć nasami. Jany razmazvajuć vendžany tłušč pa tvarach. Jany ščaślivyja. Heta tryumf žyćcia nad śmierciu.

Tryumf kaŭbasy nad hoładam. Tryumf pradbačlivaści nad nieŭładkavanaściu astatnich. Bo my ž nie jadzim nie tamu, što my kulturniejšyja. My nie jadzim tamu, što nam niama čaho. Tamu, što ŭ nas niama svaich pafarbavanych u błond Marharyt, jakija parupilisia b pra naš straŭnik.

Ad ježy zakachany ružavieje, jahonyja vočy nalivajucca čyrvańniu hastranamičnaha zadavalnieńnia. Da jahonych vusnaŭ prylipła ašmiećcie viandliny, u jaho nastolki intymny vyhlad, što susiedzi mižvoli advodziać pozirki: adčuvańnie, što voś tut, pobač z nami, pačało adbyvacca niešta vielmi nieprystojnaje. Jana hladzić na jaho z asałodaj i spakojem maci, što jak śled dahledzieła svajo dzicia. Jana źviartajecca da jaho ŭsimi hetymi «kocikami» i «sołnyškami», ale heta nie pryncypova. «Sołnyški» padjeli. Śmiećcie sabranaje ŭ cełafanavy pakiecik i padviešanaje na ručku kresła. Jano młosna pahojdvajecca ŭ takt jazdy. Pach nikudy, viadoma, nie padzieŭsia. Kiroŭca, pa tvary jakoha možna dakładna zrazumieć, što jon dumaje pra hetych «sołnyšak», adčyniaje akno.

I pakul našyja kociki prytulilisia adno da adnaho i zasnuli, mnie prychodzić u hałavu, što daroha pamiž Vilniaj i Minskam – 4 hadziny. Na Minskim aŭtavakzale jość piceryja «Tempa», «Vasilki» i «MakDonalds». Za try kroki ad vilenskaha aŭtavakzała jość «Čyli Picca», blinnaja «Husta» i ŭtulnieńkaja hruzinskaja restaracyja, dzie vam za try jeŭra śpiakuć fantastyčny chačapury pa-adžarsku i siervirujuć jaho ź plaškaj najsmačniejšaha «Tarchuna». Ale «sołnyški» nikoli nie puskajucca ŭ darohu, nie ŭziaŭšy z saboj čym padsiłkavacca. «Źbiracca ŭ darohu» dla bolšaści značyć nie «ŭziać parason», a «spakavać ježy».

Mahčyma, ja stvorany pa niejkich nie zusim čałaviečych zakonach, ale mnie nie chočacca jeści ŭ aŭtobusie na Vilniu. Majo adčuvańnie darohi antanimičnaje samoj idei žratvy. Bolej za toje, ja adčuvaju zadušlivuju tryvohu kožny raz, kali ŭ varšaŭskim kupe pačynajuć chrabuścieć folhaj, kab dastać ź jaje trup zapiečanaj jašče ŭ Viciebsku kury. Kura śmiardzić tak, što atručvańnie, zdajecca, zdarycca nie tolki z tymi, chto jeść, ale i z tymi, chto niuchaje.

«Kurački nie chacicie? Nie? Nu tady pamidorčyki biarycie!» Huročki, hrybočki, chleb z sałam, kryvianka, salcison, banki z saleńniami («Słoik nie dapamožacie adkryć, małady čałaviek»? «Oj, u mianie tut kvašanaja kapusta praciakła na vašu valizu, nu ničoha, vysachnie»!) – my bačym heta navat u karotkaterminovych ciahnikach unutry krainy. Svajo cieła padarožnyja ŭsprymajuć jak piečku, u jakuju kali nie zakinieš porcyju sapsavanaj lipieńskaj śpiokaj chatniaj dreni, jano spynicca nazaŭsiody.

Tut, biezumoŭna, jość jašče momant ekzistencyjnaha strachu pierad doŭhaj darohaj.

Tut, dzie my žyviom, jość mamina piečanaja śvinina. Ci žončyna smažanaja bulba ź sieladcom. Tam, kudy my jedziem, usio budzie nie tak. Tam nie jaduć śvininy. A kali jaduć – heta budzie niapravilnaja śvinina. Jakaja-niebudź čornaja, vałasataja, horkaja i zusim biez sała. Tam bulbu robiać nie sałomkaj, a blašanačkami. Chiba čałaviek moža jeści bulbu blašanačkami? I jak zrazumieć hetyja ichnija cepieliny ci čanachi? Jany ž navat chaładnik nie na vadzie robiać, a na kiefiry!

I voś uklučajucca abarončyja miechanizmy. Treba zastrachavacca ad bulby blašankami. Kura falhujecca navat dla pieralotu ŭ Vienu na «Aŭstryjan». Na borcie prystojna kormiać, miortvaja ptuška pakidajecca ŭ zaplečniku. Pieramovy ź jeŭrapiejskimi mytnikami buduć ciažkimi.

Kali jeździš niašmat, navat daroha ŭ Barysaŭ ź Minska moža padacca vielmi doŭhaj. Adsiul – buterbrodziki, piačeńki, huročki, čypsiki.

Nie, u niejkim sensie ŭsio heta hłyboka kranalnaje. U ciahnikovaj kury bačna takoje zdranćvieńnie biełarusa pierad navakolnym vialikim i zahadkavym suśvietam, što, kali tearetyzuješ na hetuju temu (a nie siadziš pobač, niuchajučy pachi), chočacca abniać i zamiłavacca. Ale voś što: šmat pra ahulnuju kulturu nacyi možna zrazumieć pa tym, jak nacyja vandruje. Bo vandroŭka – heta mienavita vychad ludziej z utulnaha asiarodździa ŭ vonkavy kosmas. I tut darečy prykład japoncaŭ, u jakich nie tolki jość stałaja kultura ciahnikovaj ježy, ale navat i niešta kštałtu kultu jaje.

Na kožnaj vialikaj stancyi japonskich ciahnikoŭ jość svaja tradycyja vykanańnia bienta – kantejnierčyka z rybaj, rysam, miasam dy harodninaj, jaki vandroŭnik biare z saboj, kab padjeści ŭ darozie. Benta baka – skrynačka dla adnarazovaj ježy, u bufiecie na kožnaj stancyi roznaja. Jak roźniacca i receptury, a taksama i «mieniu». Dla hurmanaŭ jość navat śpiecyjalny maršrut pa Japonii, skiravany na toje, kab pakaštavać bienta ŭ kožnym z pryncypovych dla razumieńnia hetaj kultury stancyi. Pra adroźnieńni ŭ spažyvańni ciahnikovaha bienta i damašniaj piečanaj kury možna skazać šmat, ale hałoŭnaje palahaje ŭ tym, što bienta nie pachnie. Kožny z kavałačkaŭ u bienta baka sfarmavany tak, kab jaho možna było źjeści za adzin ukus, nie adryvajučy zubami. Ni krošak, ni śmiećcia. Mnie zdajecca, raździelenyja na siektary padnosiki jeŭrapiejskich avijakampanij pavinny być udziačnyja za svoj dyzajn mienavita pradumanaści bienta bata. A vy kažacie, «sołnyška».

Hety tekst možna było b skončyć pažadańniem, kab svaja kultura smačnaj ciahnikovaj i aŭtobusnaj ježy paŭstała i ŭ nas. Ale ja realist i viedaju, što jość rečy, jakija nikoli nie mianiajucca.

I tamu zamiest hetaha chacieŭ by prosta supakoić tych, chto vypraŭlajecca ŭ Vilniu na busie ci Varšavu na čyhuncy: hetyja harady ničym nie horšyja za vaš rodny horad. Nie varta bajacca ich.

I tym bolš nie varta bajacca darohi. Jana vas nie pakryŭdzić. A kali raptam i pakryŭdzić (z kožnym z nas za našyja hrachi zdarałasia takoje), śmiardziučaja kura z folhi vas naŭrad ci abaronić.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?