Demantaž

…Rycary na płoščy trapili ŭ pastku, jak toj niebaraka parsiuk na viaskovym padvorku. Statuju zamknuli ŭ koła, aščeciŭšysia, niby dzidami i alebardami, instrumientam. Paplavali na ruki, začałasia praca. Niechta ŭzbroiŭsia prymityŭnaj pajalnaj lampaj. Takoj kabanoŭ na vioscy smalać, dzie tolki vykapaŭ? Niekatoryja źjavilisia z małatkom i zubiłam.

A ŭ čym vina dvuch rycaraŭ? Što navažylisia pastavić kapytom konskim kropku ŭ vajnie niervaŭ, u zamarožanaj dypłamatyi, zaklikajučy da svabody? Blizka da praŭdy. Ich, ci, prynamsi, tych, chto pastaviŭ statuju, nie zrazumieli abo dakładniej uspryniali jak pahrozu chto čakaŭ za kulisami. Jany vyskačyli na scenu, kab nie dać ludziam dychać svabodna, pazbycca adviečnaha strachu, niaŭpeŭnienaści. Štodzionnaha pačućcia viny… Niechta dastaviŭ aŭtahien, sprabavaŭ rezać, stvarajučy ź inšymi kakafoniju niaviečańnia. Jany złavali, robiačy niasprytnyja ruchi, pudłujučy. Načapili halštuki, zaniali kabiniety z šufladami i partretami, zrabilisia čynoŭnikami, haradskimi žycharami, biełaručnymi. Smaleńnie viepruka pajalnaj lampaj zastałosia ŭ minułym. Chaj jany jaho nie pachavali, ale ščylna začynili dźviery, paviarnuŭšy dvojčy kluč i vykinuli, jak pazbyvajucca zbroi zabojcy. Zapluščyŭšy mocna, da ściskańnia jabłyka, zrenak, jany raspluščyli vočy ŭ novaje žyćcio, kab bolej nikoli nie viartacca va ŭčorašniaje z hadoŭlaj na vioscy kabanoŭ dziela adzinaj hałoŭnaj mety — zabić i źjeści. U horadzie praściej schadzić u kramu ci ŭ saŭminaŭskuju stałoŭku.

…Vieršniki byli simvałam, jaki im karcieła prynizić, pieramahčy, źniščyć. Kab davieści pierš sabie, što my ciapier hałoŭnyja, što sami buduć zamaŭlać muzyku i nichto inšy. I nijakich bolš rycaraŭ, nijakich padańniaŭ, lehiend i naftalinnych chronik, nijakaj bałbatni pra svabodu i demakratyju, pra šlach u Jeŭropu, dzie nas nichto, zapomnicie, nichto nie čakaje! Nijakaj bieskantrolnaj svabody słova, nijakich vam mitynhaŭ i stychijnych demanstracyj. Mužyki — jany pavinny mužykami zastavacca, nie pnucca ŭleźci biaspłodna ŭ rycarskija łaty, ucisnucca ŭ čužyja ramki. Pracavać treba, a nie ŭ žalezie zadychacca biez pavietra dy kłaŭstrafobna trymcieć, śpiektakli razyhryvać nikomu nie patrebnyja! Pastaŭ ty rycaraŭ tych za płuh, karova ź siadłom atrymajecca, jak z kazła małaka budzie! Tak-tak, uhłybkach dušy jany prahnuli adčuć vostry smak złaciešnaści.

Statujaborcy

Ništo nie novaje ŭ ludskich dziejach: konnuju statuju niaviečyli nie pieršy i, mabyć, nie apošni raz. Karanavanych tyranaŭ zrynali z pjedestała nieadnojčy. Razbureńnie statuj, źniščeńnie papiarednich bahoŭ — staronka z chroniki, jakuju dapisvajuć siońnia. Ale nie patrapiać dapisać. Zaŭtra schopiacca za pomniki, jakija stvaryli ciapier i kaniec nikoli nie nastupić, jak u samich ludskich dziejach…

Kali da styrna traplajuć fiłosafy, nie daj Boža, paety, prafiesura, humanitaryi — heta zaŭždy pieramoha chistkaja: niama žaleznaj chvatki, niama abcuhoŭ, a tamu — vialikich šancaŭ zatrymacca, nie vypuścić z ruk jaje — uładu rodnuju-samaborku! U ich hreblivaść vyklikaje aksijoma, što ŭładu treba abaviazkova lubić bolš za žyćcio, tady nie straciš.

…U dalikatnych niama orhana, jaki adkazvaje za imknieńnie da biaźmiežnaj ułady. Prynamsi, jon ŭ pryhniečanym, zaniadbanym ci zusim u rudymientarnym stanie. U ich adsutničaje źviaryny instynkt — namiortva ŭčapicca ikłami, niby žaleznaj pastkaj na horle aviečki-krainy. Jak minimum patrebny choć by palaŭničy azart. Lamantavać, trubić u rohi, niastrymna tryumfavać, bić u bubny, nie bajacca kryvi, a — prahnuć jaje! Kali hetaha niama, nijakija rycary nie abaroniać tvajo kresła, na jakim mułka i niaŭtulna ad samaha pačatku, kali azadak tvoj nie dubovy. Źbieh akaličnaściaŭ, i ty zaniaŭ vypadkova čužoje miesca, taho, chto z ułady zrobić sens žyćcia. Bo, kali ty vyjhraŭ dziakujučy nialudskim vysiłkam, sprytu, rašučaści i ryzycy, ty ściskaješ uładu ŭ abdojmach i pačynaješ razumieć, što nie chočaš bolš ni z kim joju dzialicca i nie budzieš! Tak zrabiŭ Małatkoŭ, kali adchiliŭ ad ułady prafiesara Radziviłava, znaŭcu antyčnych aŭtaraŭ. Załatoje runo Małatkoŭ fanaberliva vysmyknuŭ ź biazvolnych intelihienckich ruk.

Kaniečnie, usio možna było b zrabić inakš, pa-haspadarsku, sa spakojnaj rašučaściu — demantavać statuju, uźniać kranam, pahruzić u kodab, a tam — ci ŭ pierapłaŭku, ci na zvałku — z vačej dałoŭ. Ale prosta źniać rycaraŭ niecikava. Biez asałody prybrać, nie stuknuŭšy kułakom, nie stvaryć hučnaj padziei, pahulaŭšy ciahlicami. I ciapier rycary lažali pasiečanyja na kavałki nie na bajoviščy kryžackim. Pasiarod Mirhrada lažali. Ščyt i mieč, ruki-nohi, hałava adna-druhaja i konskaja chrapa, chvost, tułava lažali. «Bolš nie budzie nijakich rycaraŭ u hetaj krainie! — zajaviŭ uviečary ŭ televizary Małatkoŭ. — Pakul ja haspadar — tym bolš. Ź miačom pryjšli, ad miača zahnulisia! Pa zasłuzie! Časam niamožna hrebavać, treba brać histaryčnuju miatłu ŭ ruki paŭtorna, dziela taho jany j ruki!»

…Tak zakončyŭsia karotki, ale kalarovy rycarski čas ejfaryi, svabody havaryć, pisać, drukavać i pramaŭlać, spadziavańniaŭ kalasić paŭsiul, dzie zachočaš, bieź vizaŭ.

…Łamali rycaraŭ dbajna, z natchnieńniem niščyli. Niby sialanie-staraviery traktar abo łudzity — tkacki varštat. U skroniach małatočkami nie zusim darečna pulsavali radki: «Bicie ŭ serca ich, bicie miačami, nie davajcie čužyncami być…», jak suprać samich siabie. Chistka, lichamankava dumałasia: «Parsiuka škada, jon člen siamji amal, rycary — stody čužynskija, nie stvaraj sabie kumiraŭ, nie treba».

Pieršaja rycarskaja apovieść

«Amadys de Haŭła» — apovieść rycarskaja pieršaja tak nazyvałasia, na Ibieryjskim napisanaja paŭvostravie, u jakoj źjaviŭsia raptam rycar idealny, što raspaŭsiudziŭsia pa tvorach aŭtaraŭ siaredniaviečnych u chryścijanskim śviecie. Inakš, badaj, i nie mahło być: zmahańnie ź inšaviernymi prachodziła kryvavaj baraznoj pa ziemlach, hornych łancuhach i kamianistych pustkach Hranady a Kastylii i karaleŭstva partuhalcaŭ.

…U praminułych dziejach bahusłavaŭ taksama miesca rycaram było, niapeŭnym miesca było toje, zdarałasia nie raz im śmierci padstaŭlać čało. Na rycaraŭ daśpiechami i sercam navała azijackaja, jak saranča, lacieła, źniščajučy nie dobleściu, a ličbaj. Zachoplenyja zamki, haradskija ścieny, razburany samotnyja danžony, a rycaram u hłuchmiennym miescy tolki schoŭ, kab siłu aščadzić, kab vykavać miačy nanoŭ. Pa-partyzansku dziejničać zdarałasia tady i potym — u nastupnyja viaki. Dla bahusłava rycar toj, kamu zajzdrościć moh, a moh i ŭ sercy nienavidzieć: za toje, što tryvaŭ u łatach i hinuŭ hetak ža — sa zbrojaj u rukach.

Bosch, turemny son Radziviłava

Rycar lažyć u łatach, pakinuty samotnym na ziamli, ad ranaŭ pamiraje. Śpiakłasia kroŭ i nie napitvaje bolej hlebu. Rycar za što zmahaŭsia, čyjho jon vojska? Nieviadoma. Ci zmahaŭsia za svajho jon suvierena? Mahčyma. Chto byŭ im — hraf, markiz, vialiki kniaź ci navat, moža być, karol? Nichto nie viedaje, bo heta son. Nikoha bo niama, spytać nijakaje mažlivaści. A Radziviłaŭ razumieje, što dva šlachi ŭ jaho siahońnia nočču: napružycca i vynyrnuć sa sna, raspluščyć vočy ŭ noč. Dy ŭ noč takuju zrokam siahać nie chočacca, niama kudy iści ŭ takoje nočy. Zastacca — vyjście, kab nie viartacca chutka ŭ viaźnicu, u «kajdanaŭku». Tamu pasprabavać daŭmiecca, što z rycaram tym zdarycca mahło — jaho daroha ŭ hetaj nočy. Ale stanovicca jamu raptoŭna jasna, jak byccam hrudzi hubkaj napitalisia salonaju vadoj, niama pavietru miesca, niama pavietra bolš: usio bieznadziejna, heta Bosch, nijakich šancaŭ rycaru nie zastałosia. Navokał niebaračnyja badziačyja sabaki, dy što: sabaka, jon nie vorah čałavieku, dy heta Bosch — nachabnyja ad bajaźlivaści šakały naŭzboč karciny, nie kažučy ab pacukach, jakim zaŭsiody na takich pałotnach miesca zabiaśpiečana.

Ikły, kipciury, z turemnaha dziońnika Radziviłava

Časam mnie zdajecca ŭłada chvarobaj. A vylačeńnia niama. Niama. Ty sam siabie nie vylečyš i daktaram dobraachvotnym budzieš nie daviarać. Budzieš prahnuć padmanuć ich, praściačkom prykinucca, kab samich kavarna ŭ śmirenčuju kašulu, z vačej, kab adpomścić, što jany ciabie vykryli, što zdahadalisia: u ciabie nie ŭsie doma, ułada zvodzić ciabie z hłuzdu.

Prahny ŭłady svaju ahresiju, instynkty nie pakinie pry sabie, nakiruje ŭ žyćcio krainy. U jaho rozumu niama, jon prosta chitry, vyvarotlivy, pry čym tut rozum?! Usich svabodalubnych za kraty, astatnich, pamiarkoŭnych, pryhnieści, samomu ŭźleźci na trybunu, i kab tabie kryčali «Ura!» da chrypki — heta nie rozum, heta jaho adsutnaść.

Chacia pomsta — heta sahi, ci nie bolšaść pryśviečana pomście za niejkija kryŭdy, za prynižeńni, za zdradu. Źmiest chronik, sama historyja — łancuh pomščańnia. Ale, ludcy maje, hetym źviestkam sotni, tysiačy hadoŭ! U nas inšy čas: u nas unitaz, kišennyja telefony i elektronnaja pošta, našy ludzi ŭ kosmasie! Heta pamyłka, što čałaviek moža fantastyčna źmianiać svajo žyćcio, ale nie raźvivacca asabista. Nie ŭstavać z čaćviarycy, nie pazbyvacca poŭści. Nie zžyvać u sabie źviera. Tak-tak, zusim nie rabicca lepšym i ŭvieś čas trymać u hałavie svoj kamień za pazuchaj…

*** 

Siarhiej Astraviec — piśmieńnik. Žyvie ŭ Hrodnie. Raman pra krainu Bahusłaviju i narod bahusłavaŭ byŭ zadumany ŭ Hurzufie, u Krymie, pačaty nieŭzabavie na vostravie Hotłand u Bałtyjskim mory i napisany za nastupnyja čatyry hady ŭ Hrodnie.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна