Na minułym tydni ja jeździŭ u viosku Dalokija, što na Brasłaŭščynie.

Pa hieahrafičnych prykmietach nie takaja ŭžo i dalokaja — jakijaś 7 kiłamietraŭ ad Opsy — miastečka, praź jakoje pa vialikaj šašy zvyčajna jeduć u rajcentr. Ciapier šaša ŭ asfalcie. A paŭvieka tamu na Brasłaŭ paŭzła šče nie pabitaja brukavanka. Što praŭda, na Brasłaŭ jeździŭ zredku, bo nastaŭnickaj pracy ŭ Dalokich było šmat. A voś na Opsu — štotydzień. Ci to na rovary, ci to na matacykle, jaki achvotna pazyčaŭ Ivan, a kaliś i na hrymučym «hazonie» z cysternaj, na katorym Ivan vaziŭ u Dalokija sa śpirtzavoda ŭ Vidzach bardu. Ale čaściej za ŭsio ja chadziŭ u Opsu pieššu.

Mnie padabałasia chadzić u Opsu pieššu. Padabałasia vitacca sa starymi biarozami, jakija razam z prasiołkam uźbiralisia na pahorki, z papierakručanymi na viatry sosnami… Tak, ja viedaŭ kožnaje dreva na prasiołku z Dalokich u Opsu. I čym bolš praciahłym byŭ toj šlach, tym macniej narastała chvalavańnie ad sustrečy ź siabrami, takimi ž nastaŭnikami, što, jak i ja, pa ŭłasnym žadańni raźmierkavalisia ŭ tyja miaściny…

Paŭvieka tamu šlacham nazyvaŭ toj prasiołak stary, mo ŭžo za 80, dalocki ksiondz. Z vosieni apranaŭsia čamuści ŭ vatoŭku i čyrvonaarmiejskuju vušanku ź ciemnavatym adbitkam kolišniaj zorki. Kali-nikali jon nibyta padpilnoŭvaŭ ciabie za vakolicaj, vitaŭsia, ściahvajučy vušanku ź sivoj hałavy, i pytaŭsia: «A ci nie muvie pan, dzie tut šlach da Varšavy?» Ja pakazvaŭ u bok pa-vosieńsku blakłaha soniejka, što ŭžo chiliłasia da zachadu. «A da Pieciarburhu?» — padślepavata pryžmurvaŭsia ksiondz…

Kaścioł u Dalokich isnuje i siońnia. A voś škołu sioleta začynili. Tamu i jedu ŭ Dalokija. Pa tym ža šlachu, jaki ani tym ža, ani ŭvohule šlacham nazvać ciažkavata — traskaja, by pralnaja doška, zapylenaja hravijka. Ani dreŭca abapał, ani tych biarozaŭ dy sosnaŭ…

Jedu ja da Ivana, adzinaha z tych časoŭ siabra, što žyvie ciapier u Dalokich. Kali-nikali ja, viadoma, u Dalokija najazdžaŭ, sioje-toje pra viaskovaje dy Ivanava žyćcio viedaŭ. Ale ciapier było čamuści takoje adčuvańnie, što nie byŭ tam usie piaćdziasiat hadoŭ. I razam z tym — naadvarot: nibyta tych piacidziesiaci hadoŭ i nie było.

Ja zdahadvajusia, z čaho adbyłosia toje dziŭnavataje spałučeńnie adčuvańniaŭ — ź firanki, što nieruchoma pavisła za zapylenaj šybaj staroj, za sto hadoŭ dakładna, chaty nasuprać Ivanavaj. Taja ž firanka, tyja ž karunki na joj… «Nie, tut nichto nie žyvie, — tłumačyć Ivan. — Jak pačali vučniaŭ vazić aŭtobusam, zimovy internat začynili… I ŭ tvaim pakojčyku, jak ty źjechaŭ, nichto nie žyŭ…»

Jak źjechaŭ… Mnie 23, Ivanu — 27, šafiorstvuje ŭ kałhasie. Kali źjazdžaŭ, padaryŭ Ivanu elektrabrytvu «Charkiv», na pamiać.

Z toj pamiaci praz kolki hod — chata, napałovu abkładzienaja biełaj cehłaj, šylda na chacie — «Cyrulnia», zialonym pa čyrvonym… Ciapier śmiajecca: «Ničoha z taho cyrulnictva nie vyjšła… Vučyŭsia, aha. U opsaŭskaha majstra. Mo pamiataješ? Vielmi vybitny byŭ cyrulnik, navat z Brasłava da jaho jeździli. A da mianie mała chto pajšoŭ… Viarnuŭsia ŭ kałhas, na traktar. Nu a potym — u škołu, nastaŭnikam pracy dy mašynaznaŭstva. 33 hady, da zvanočka… 80 pracentaŭ maich vypusknikoŭ pracavała ŭ kałhasie. A siońnia…» — Ivan rasčaravana machnuŭ rukoj.

Pra toje, čamu siońnia pamierła škoła i pamiraje vioska — asobny apovied. A pakul — pra Ivana. Uziaŭ pad ruku, viadzie pa Dalokich, pa padvorkach kinutych chat, znajomić z novymi viaskoŭcami, bo nikoha, kaho viedaŭ kaliś, navat nikoha z maich vučniaŭ, u Dalokich niama. I dźvie Ivanavy dočki raźlacielisia pa śviecie — adna, pažyŭšy ŭ Čechii, prytuliłasia da Viciebska, druhaja ŭhrazła ŭ Hrecyi. «Aha, ciažka joj tam, — uzdychaje Ivan, — oj, ciažka… A ja, skažu tabie, u dziacinstvie byŭ na krok ad śmierci. Voś tut, dzie byŭ kałodziež. Mo pamiataješ?»

Jak ža ž nie pamiatać toj kałodziež? Zimovym rankam adchinieš koŭdru, skinieš palito, jakim chacia b trochu baraniŭsia ad marozu, ad jakoha za noč vystudžvałasia žytło, nohi ŭ valonki, za viadro — i da kałodzieža. Jon uvieś u lodzie, niby ŭ kazačnaj piačory, zichacić pad ranišnim Miesiacam… I — da pojasu. Kab pračnucca i žyć.

«…u 43-m było, piać hadoŭ mnie. Kałodziež tady byŭ abharodžany płocikam. A pobač — kupka piasku. Nu, hulaju ŭ piasočku, i baču — samalocik lacić. Aha, niamiecki, navat kryžy vidać. Aha, ja ručkaj jamu, a jon jak hvazdanie z kulamiota! Ad płocika tolki treski i raźlacielisia… Potym ja tyja kuli, vialikija takija, paźbiraŭ… I čaho jon pa mnie łupiŭ? Dy mo anioł vyratavaŭ… Moj anioł-abaronca… A voś tut, pobač, jašče chata stajała. Aha, palicajeva chata. Dyk partyzany i chatu spalili, i palicaja zabili, i žonku ź dziećmi rasstralali… Ja voś dumaju: a dziaciej z matulaj — za što?»

…Da niejkaj čarhovaj pieramožnaj hadaviny kałodziež zasypali, a na jahonym miescy pastavili pomnik zahinułym ziemlakam. Nie ŭsim. Tolki tym, kaho, musić, u 44-m zabrali ŭ savieckaje vojska. Inakš z čaho heta nasuprać proźviščaŭ adzin hod naradžeńnia? A tak — pomnik jak pomnik, jakich šmat pa biełaruskich vioskach.

Hladžu na Ivana, na pomnik i dumaju: jak jano dobra było b, kali b zamiest žaŭniera z aŭtamatam łunaŭ tut niabačny bieły anioł.

Mo i ziemlaki byli b žyvyja, i vada ŭ kałodziežy, i škoła, i vioska…

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?